3 rzeczy, które serwisant sprawdza w 5 minut, a klient ignoruje przez cały rok
Wyobraźmy sobie… piękny, słoneczny dzień, dzwoni telefon. W słuchawce spanikowany właściciel restauracji lub sklepu: „Ratunku! Wszystko stoi, towar się topi, pewnie siadła sprężarka, już się boję, że koszty mnie zjedzą!”
Na miejsce przyjeżdża serwisant, otwiera obudowę, zerka, sprawdza tu i ówdzie, coś tam ruszy i chłodzenia wraca. Klient wzdycha z ulgą – sytuacja opanowana, poszło szybko, a koszty nie zrujnowały portfela.
I tak właśnie często się dzieje. Większość nagłych awarii w środku lata to nie katastrofa, a zwykłe niedopatrzenie lub zaniedbanie. Oto 3 klasyki, które dla technika są rutyną, a dla użytkownika – niewidzialnym punktem zapalnym przez cały rok:
- Brudny skraplacz
Choćby się wydawało, że gdy chłodnia przestaje chłodzić – większość od razu stawia na wyciek czynnika lub awarię elektroniki. Tymczasem serwisant wie, że najpierw warto zajrzeć na stan skraplacza.
Na frigomax.pl możecie podejrzeć ciekawą propozycję Chemii dla HVAC i chłodnictwa.
Pięć minut z odpowiednią chemią i szczotką chłodniczą potrafi „uzdrowić” układ, który zdaniem klienta nadawał się na złom
- Efekt domina, czyli niedrożny odpływ skroplin
Woda pod ladą chłodniczą czy zalodzony parownik to rzadko znak, że „coś pękło”. Serwisant od razu sprawdza najniższy punkt – odpływ skroplin. Jeśli taca ociekowa lub syfon zostaną zatkane przez biofilm (śluz z bakterii i kurzu), woda się przelewa, niszczy izolację komory lub zamienia parownik w bryłę lodu. Przepchanie i dezynfekcja odpływu zajmują chwilę. Zaniedbanie tego tematu oznacza skuwanie lodu i przestój komory na kilkanaście godzin. - „Kreatywna” elektryka, czyli luźne połączenia śrubowe
Sterownik wariuje, a wentylatory przerywają pracę? Zanim wymienisz drogą elektronikę, serwisant bierze wkrętak i sprawdza listwę zaciskową. Układy chłodnicze generują drgania, pod wpływem których śruby w kostkach potrafią się poluzować. Powstaje tzw. luźny styk – rośnie rezystancja, przewód mocno się nagrzewa, a prąd zaczyna „skakać”. To prosta droga do spalenia automatyki lub zwarcia instalacji. Dokręcenie kilku zacisków podczas rutynowej kontroli zapobiega awariom na wiele dni.
Regularne przeglądy serwisowe nie polegają na czekaniu, aż coś się zepsuje. Ich głównym celem jest eliminowanie właśnie takich, z pozoru błahych punktów zapalnych, zanim przyjdą prawdziwe upały! 😊